k. konwicki.art.pl
O twórczości Tadeusza Konwickiego

1982

WSCHODY I ZACHODY KSIĘŻYCA Sylwa

Omówienie

Konwicki pogrąża się ostatecznie. Ta książka stanowiła krok straceńczy, za którym już nic — tylko chmury. Jeśli po „Kompleksie polskim” telefon państwa Konwickich zamilkł, a pana Konwickiego wymijano na chodniku, jeśli po „Małej apokalipsie” na ulicy obywatele państwa komunistycznego już wręcz zmykali na drugą stronę, to po „Wschodach i zachodach księżyca” na widok sylwetki „Przechodnia” po prostu ze zgrozy, ze strachu przed spotkaniem mdleli. „Wschody i zachody księżyca” były bowiem już niczym innym jak atakiem na Związek Socjalistyczny. Werbalne wycieczki w kierunku Wschodu, na które ważył się pisarz, są różnego kalibru, nie są też one oczywiście wyłączną treścią tego utworu sylwicznego, wypełnionego przecież i kolejnymi portretami znanych osobistości, i anegdotami o znajomych, także rozlicznymi ich uszczypnięciami, poza tym utworu wypełnionego komentarzami, obrazami rzeczywistości gorąco-lodowatego polskiego roku 1981, kartami projektów powieści, kartami samych powieści, relacjami o powstawaniu „Doliny Issy” itd. Ale co i rusz czytelnika przewracającego kolejne stronice prąd pieścił, bo co i rusz natrafiał on na zdania kwalifikujące do kropnięcia delikwenta nie tylko je piszącego, ale też i osobnika z nimi się zaznajamiającego. Autor tej książki ośmielił się stwierdzić na przykład to, co dopiero dziś ostatecznie jest dowodzone: stwierdzić, kto naprawdę stał za zamachem na Jana Pawła II.

O ile utwór ten jest drugą częścią tryptyku eseistycznego — wespół z „Kalendarzem i klepsydrą” (opublikowanym jeszcze woficjalnym obiegu) i „Nowym Światem i okolicami” (opublikowanymi już w obiegu oficjalnym, czyli po przyszłym zaskakującym powrocie autora do obiegu oficjalnego w drugiej połowie lat osiemdziesiątych) — to można powiedzieć, że stanowi wraz z „Małą apokalipsą” swoisty dyptyk. Jest tak, ponieważ autor „Wschodów i zachodów księżyca” odnotowuje tu raz po raz — z mieszanym uczuciem smutku, ale i pewnej satysfakcji — kolejne fakty spełniania się profetyzmów, zapisanych w poprzedniej powieści.

Tak, „Mała apokalipsa” spełniła się, bo w jej szwach, w jej pęknięciach i rysach jest jeszcze ogromny zapas złych spełnień, niedobrych proroctw, fatalnych przeczuć. — konstatuje Konwicki. Po czym dodaje (profetycznie dodaje, przecież!): Nie, nie, nie. Nas uratuje cud. Kolejny realny cud.1

© 2006 Przemysław Kaniecki

1 Wg wyd. 1990, s. 361.

konwicki.art.pl > Twórczość > Twórczość dojrzała… > WSCHODY I ZACHODY KSIĘŻYCA

z Google

© 2006-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracowała Emilia Walczak, Zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS