Luty 2008
Czy „Bohiń” jest lekturą ponowoczesną? Odzwierciedlającą doznania współczesne, opowiadającą o kondycji ludzkiej żyjących tu i teraz? Na ile babka Helena Konwicka jest mi bliska? A raczej, na ile dzielę z nią razem lęk? Który każe wciąż zapytywać o to: kim jest Bóg, jeśli jest? czym zagraża mi Schickelgruber? czy boję się isprawnika Dżugaszwilego? co wiem o moich najbliższych? gdzie przepadła Malwinka? kto wie więcej o przeznaczeniu — wyrachowany hrabia Plater czy wywrotowiec Eliasz Szyra? czy miłość to jedna wielka zgryzota? I w końcu: czy mogę być pozytywnym zakończeniem jakiejkolwiek historii?
To, co pozostaje pewne to przeświadczenie, że nadal: Straszny smutek snuje się jak nadranna mgła po tym kraju (…). Zawiedzione nadzieje, umarłe spodziewania, otrute przeczucia. Tak, duchy i upiory to trupie odbicia naszych lęków, wyrzutów sumienia albo rozpaczy.1
A spotkanie z Innym nie daje ukojenia, podobnie jak nie dają spokoju: Te straszne spotkania z młodym Żydem z Bujwidz. Nikt tu nigdy nie słyszał, żeby szlachcianka spotykała się z Żydem. Jakie to dziwne słowo, Żyd. Przed wymówieniem tego słowa jest zawsze jakaś krótka chwila lęku.2
Pozostali bliscy są dalecy, gdyż każdy nosi w sobie tajemnicę nie-za-bliźnionej rany, tzn. przeżycia, które zaważyło na postrzeganiu świata oraz traktowaniu innych… Podobnie jak Helena, która: Po drodze spotkała w uchylonych drzwiach kuchni uważne spojrzenie Emilki. — rozumiem, że Emilka — też miała swoje życie. (…) Coś zostawiła za sobą, o czym nikt nie wie.3 Jak każdy z nas?
Dzielę ten niemy lęk z Heleną Konwicką. Nie moją babką. Łączy nas lęk z końca dziewiętnastego stulecia, który jest dla mnie z początku dwudziestego pierwszego wieku. Wspólna jest nam potrzeba bezrozumnej wolności, od której się ucieka, ponosząc straszne konsekwencje… Dobrze znane są nam sny o wielkich miastach, podczas gdy nasz świat kończy się tuż za progiem domu, który i tak jest nie nasz, jest obcy. Nie jesteśmy w stanie przeniknąć tajemnic bliskich, którzy milczą, podejmując za nas decyzje, które winni nam pozostawić. Zewsząd też osaczają nas tematy tabu, których nie powinnyśmy podejmować, gdyż miałyby moc wyjaśniającą.
Dzielę też z Heleną Konwicką owo wszechogarniające zmęczenie. Znużenie niewiadomo czym, a może wszystkim.
Dlatego lekturę o tych doświadczeniach traktuje jako istotną. Pozwalającą osiągnąć chwilowe ukojenie, a w dalszej perspektywie zrozumienie konieczności oraz konsekwencji życia w okolicznościach, które prowokują doznanie płynnego lęku4.
© 2008 Małgorzata Zamojska
konwicki.art.pl > Interpretacje > Helena Konwicka — po drugiej stronie fałdy czasu?
© 2006-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracowała Emilia Walczak, Zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS