k. konwicki.art.pl
O twórczości Tadeusza Konwickiego

Październik 2007

Dialektyka marzeń i rozczarowań oraz inne stałe motywy w twórczości Tadeusza Konwickiego — na przykładzie filmu „Matura” Emilia Walczak

Gdyby nie uprzejmość kanału TVP Kultura, który w 2005 roku pieczołowicie wypełnił kulturalną lukę telewizyjną, pewnie nigdy nie mielibyśmy sposobności obejrzeć półgodzinnego filmu „Matura” w reżyserii Tadeusza Konwickiego, stanowiącego trzecią część nowelowego filmu „Czas pokoju” („Augenblick des Friends”), koprodukcji niemiecko-francusko-polskiej1. Motywem łączącym wszystkie nowele jest wybór momentu czasowego, w którym dzieje się akcja wszystkich zdarzeń: dzień wyzwolenia II wojny światowej.2

Film Konwickiego, zrealizowany przez Zespół Filmowy „Kamera”3 dla telewizji Nord Rundfunk w 1965 roku, został pokazany z okazji 80. urodzin artysty w czerwcu 2006 roku. „Matura” to dzieło niezwykle ciekawe. Mimo że opowiada o ostatnich dniach wielkiej wojny, utrzymane jest w charakterystycznym przewrotnym tonie, właściwym Konwickiemu. To, między innymi, przesądza o wyjątkowości „Matury”, filmu, który wyróżnia się w ten sposób na tle dość pompatycznych produkcji spod znaku polskiej szkoły filmowej, skupiających się głównie na powojennej traumie, przykrych doświadczeniach itd., co oczywiście nie czyni z nich filmów nudnych, bo zjawisko szkoły polskiej jest niezwykle interesujące i złożone.

Konwicki wyznał: …chciałbym, aby w tym międzynarodowym zestawie właśnie polska nowela była pozbawiona tak uznanej za typową dla polskich filmów atmosferę przedstawiania wojny serio.4

Ktokolwiek czytał utwory sylwiczne Konwickiego (a w szczególności myślę tu o „Kalendarzu i klepsydrze”, 19765, czy „Nowym Świecie i okolicach”, 1986), ten wie, że artysta niniejszy posiada niebywały talent rozbawiania czytelnika do rozpuku swym sardonicznym, lecz ostatecznie przyjaznym, inteligentnym poczuciem humoru. W „Maturze” zabawnych momentów jest doprawdy wiele, lecz te z kolei ścierają się ze smutkiem straconych złudzeń głównego bohatera (którego gra, fenomenalny w tej roli, młody Marian Opania). Ów dysonans jest również znamienny dla całej twórczości Konwickiego.

Dorobek tego artysty, zarówno literacki, jak filmowy — które nie powinny być nigdy traktowane rozłącznie — odznacza się stałością pewnych motywów. Takim wątkiem wędrującym z utworu do utworu — jednym z wielu pojawiających się u Konwickiego — jest spotkanie trzech chłopców, będących przedstawicielami trzech różnych narodowości: polskiej, rosyjskiej i niemieckiej. W przypadku tego pacyfistycznego filmu — jakim „Matura” jest bezsprzecznie — nie chodzi jednak tylko i wyłącznie o wszechobecną u Konwickiego wielokulturowość i o jej zniszczenie jako „jedno z tragicznych następstw wojny”6; chodzi także o symboliczne zażegnanie konfliktów między zwaśnionymi narodami — o tytułowy czas pokoju. Kazio, Rudolf (Damian Damięcki) i Rosjanin — Razwiedczyk (Paweł Galia) różnią się „tylko” pochodzeniem, językiem i ubraniem — rosyjski chłopiec dla przykładu „straszy” swym mundurem i bagnetem, wzbudza respekt przypiętym do piersi orderem. „Tylko” — gdyż na poziomie ogólnoludzkim są przecież dokładnie tacy sami: niedojrzali, przedwcześnie wrzuceni w wir świata dorosłych, w ich wojnę, a tym samym przestraszeni i zagubieni. Owa chęć symbolicznego zażegnania konfliktu między trzema narodowościami przesądza o tym, że „Matura” jest w pewnym sensie filmem nakręconym „ku pokrzepieniu serc”. Za taki możemy go uznać.

Źródła owego, stałego u Konwickiego motywu wprowadzania do utworu przedstawicieli różnych narodowości szukać powinniśmy, oczywiście, w pierwszej kolejności w rodowodzie artysty. Konwicki pochodzi, jak wszyscy dobrze wiemy, z ziem litewskich (Nowa Wilejka). Dawny wielonarodowościowy charakter tamtego obszaru wpływa na treść jego książek i filmów. O motywie trzech przyjaciół w „Kronice wypadków miłosnych” (1974), o której mówić będę szczegółowiej już za chwilę, pisano: Postaci trzech przyjaciół wskazywać mają na zintegrowanie lokalnej społeczności oraz otwartość na inne kultury i ich akceptację.7

Zauważmy przy tym, że wprowadzenie do powieści trójki przyjaciół pochodzących z różnych grup etnicznych i religijnych jest bardzo symboliczne. To trio skupia w sobie jak w soczewce cechy przedwojennej ludności Litwy — jej różnorodność kulturową, dylematy związane z własną tożsamością, a zarazem zbieżność pewnych dążeń i uczuć.8

Z porównywalną sytuacją spotykamy się u Konwickiego także w filmowej „Dolinie Issy” (1982), na podstawie książki Czesława Miłosza — ukazane są tam trzy różne wyznania: wiara katolicka (w postaci autentycznego katolickiego kościoła i autentycznych wiernych z Olecka na Suwalszczyźnie), pojawiają się także synagoga i cerkiew. Konwicki mówi w ten sposób, jak wyznał Stanisławowi Beresiowi w wywiadzie-rzece, „o ekumenizmie, o sposobach czczenia Boga i wybierania losu na tej ziemi.”9 W poprzednim jego filmie — „Jak daleko stąd, jak blisko” (1971) — do czynienia mieliśmy z podobnym zjawiskiem: zekranizowany był tam zarówno ślub prawosławny, jak i żydowski pogrzeb, czy też katolicka procesja połączona z odpustem.

Sztandarowym przykładem spotkania „trzech narodów” jest oczywiście wspomniana przeze mnie już wcześniej „Kronika wypadków miłosnych”, i to zarówno ta książkowa, jak i filmowa (1985), w reżyserii Andrzeja Wajdy, zrealizowana na podstawie scenariusza samego Konwickiego. Główny bohater „Kroniki wypadków miłosnych” — Witold (w filmie grany przez Piotra Wawrzyńczaka) — jest, podobnie jak Kazio Kominek z „Matury”, młodzieńcem tuż przed egzaminem dojrzałości. Obaj chłopcy mają wielonarodowościowy krąg znajomych. W „Maturze” niemieckim przyjacielem Kazia jest Rudolf, strachliwy poeta, grany przed Damiana Damięckiego. W filmowej „Kronice wypadków miłosnych” odpowiednikiem Rudolfa z „Matury” jest Engel (Dariusz Dobkowski) — obaj aktorzy doskonale markują niemiecki akcent i „łamaną” polszczyznę.

Niemiecki przyjaciel głównego bohatera to także domena książki pt. „Dziura w niebie” (1959) — pojawia się tam niejaki Strupel, którego przedłużeniem są właśnie wyżej opisani Rudolf i Engel. „Matura” może stanowić więc pewien „załącznik” do „Dziury w niebie”. Konwicki sam mówi o tym filmie, jak o „aneksie do którejś ze swoich książek czy do któregoś z filmów.”10„Matura” jest po prostu swoistą glosą do jego twórczości.

Pojawiają się w „Maturze” także charakterystyczni dla filmowego dorobku Konwickiego aktorzy, jak Gustaw Holoubek (Gospodarz z „Salta”, później Maks z „Jak daleko stąd, jak blisko” i Gustaw-Konrad z „Lawy. Opowieści o «Dziadach» Adama Mickiewicza”) oraz Zdzisław Maklakiewicz („Salto”, „Jak daleko stąd, jak blisko”).11 Powtarzalność — na różnych poziomach — jest cechą charakterystyczną twórczości pisarza-reżysera, który wyznaje: Powtarzam się, bo sytuacja się powtarza. Ta sama sytuacja każdego dnia.12 I jeszcze w wielu innych miejscach i przy najróżniejszych okazjach powtarza (!) to samo na temat powtarzania:

Powtórzyłem jeszcze raz kilka anegdotek, które przytaczałem już wiele razy. Dla rozruchu, dla kurażu, dla pocieszenia swojej kurzej pamięci.13

Wiem, że to nieładnie powtarzać stare anegdoty (…).14

Może ja się powtarzam, jak się powtarza pacierze przed zaśnięciem.15

Prawdą jest też, że Konwicki traktuje „Maturę”, nie dość że jak wspomniany „aneks”, to jeszcze jako pewną śmiesznostkę, jako „żart autobiograficzny” (sam zdawał maturę na tajnych kompletach, stąd Kazio Kominek to jego groteskowe porte-parole). Chciałem, żeby to było sympatyczne dla ludzi, bez żadnej wielkiej ideologii czy polityki, raczej zabawny obrazek z ostatnich chwil wojny — wyznaje reżyser.16 W 1965 roku w wywiadzie dla „Ekranu” mówił: Nie chciałbym robić bohaterskiego eposu ani dramatu (…), przeciwnie. Będzie to komedia w moim zamierzeniu jak najbardziej niekonwencjonalna.17 Barbara Giza zauważa:

Tak więc „żart autobiograficzny” polega w tym przypadku na wykorzystaniu własnej biografii do stworzenia historii zupełnie nowej — odchodzącej od gniotącego tragizmu przeżyć bohaterów, ciężaru wspomnień, niemożności pogodzenia się ze współczesnością, na rzecz pogodnego spojrzenia na to, co minęło. Zdaje się jednak, że jest to możliwe, bo właściwie nie ma w tym utworze współczesności: cała historia jest wspomnieniem i stąd bierze się jej pogoda.18

We wspomnianym wcześniej wywiadzie dla „Ekranu” Konwicki mówił, że „Matura” będzie utworem „na prawach wspomnień — czyli będzie to powrót [w lata i nastroje własnej młodości] pogodny, pozbawiony goryczy czy tragizmu.”19 Nie zmienia to jednak faktu, iż w filmie tym — znowuż podobnie jak w całej twórczości Konwickiego — mamy do czynienia z jakże problematyczną i gorzką dialektyką marzeń i rozczarowań.

Pierwsze marzenie protagonisty „Matury” to bycie partyzantem-bohaterem. Kazio chciał być po prostu żołnierzem, nie pragnął niczego więcej, to była jego jedyna ambicja, przesłaniająca zresztą ważność tytułowej matury. To jest właśnie główna oś filmu — Kazio śpieszy się do partyzantki i nie w głowie mu egzaminy. Pisano, iż „Matura” jest po prostu „komedią bez martyrologii kompleksów: komedią o chłopaku, który nie ma czasu zdawać matury”.20

Marzenie Kazia Kominka zostało, banalnie (lecz celowo banalnie) zwizualizowane na ekranie — w chwili, gdy bohater siedzi przed pustą kartką podczas egzaminu maturalnego na tajnym komplecie, wyobraża sobie swój własny, dumny przejazd przez rodzinne miasteczko, na białym koniu i w pełnym umundurowaniu. Piękne dziewczęta obrzucają go kwiatami:

Oto znaną już drogą miasteczka kroczy oddział partyzancki. W lufach wetknięte kwiaty, junackie uśmiechy, pot zwycięzców na czołach. A kto prowadzi ten oddział? Oczywiście Kazio Kominek. W ogromnej rogatywce, na koniu, obsypany kwiatami. Wtedy z wiadomej furtki wybiega nasza dziewczyna, niesie naręcz kwiatów, który podaje Kaziowi. Kazio Kominek przyjmuje polne kwiecie bez szczególnego wrażenia, ale ona biegnie obok konia trzymając się popręgu. Patrzy z oddaniem na bohatera. Kazio schyla się, bierze ją w ramiona i podnosi na siodło przed sobą.21

To jego wizja, która nigdy nie będzie miała szansy się urzeczywistnić. Kazio nie zdąży pójść na wojnę, lecz uda mu się ujrzeć jej dzieło — zgoła bezsensowną śmierć przyjaciela Rudolfa. Jest to kulminacyjny moment utworu, ponieważ wtedy właśnie Kazio naprawdę zdaje swój życiowy egzamin dojrzałości.22

Bohater filmu — Kazio Kominek — marzy o partyzantce i te marzenia mają wymiar młodzieńczo-komediowy, jednak tok zdarzeń: front, zabici — modyfikują jego sposób myślenia. Maturę zdaje się nie tyle w spokojnym domku małego miasteczka, ile właśnie w zetknięciu z wydarzeniami nieprzystającymi do dotychczasowych wyobrażeń chłopaka o wesołym wojowaniu. Jest tu nastrój niepokoju, frontowej gorączki, bezsensu śmierci; i to jest może ta prawdziwa matura Kazia Kominka.23

Zauważmy w tym miejscu, że gdyby bohater „Matury” został żołnierzem, zapewne rozczarowałby się w podobny sposób, co protagonista „Rojstów” (1948, wyd. w 1956), książki Konwickiego ukazującej, że nie istnieje w ogóle coś takiego jak bohaterstwo na wojnie.24 Lecz Kominkowi nie będzie dane zostać partyzantem, więc nigdy się o tym nie przekona.

Prócz tego, również dziewczęta nie będą — jak w marzeniu — obrzucać go kwiatami. Wkrótce okaże się bowiem, że wybranka jego serca, Celinka (Alfreda Passendorfer), woli innego — dużo starszego, a w dodatku żołnierza, Zdzicha (Zdzisław Maklakiewicz). Tak właśnie zakończy się film: dwoma rozczarowaniami, które malują się na twarzy Kazia, pokazywanej celowo w półzbliżeniach i zbliżeniach.

Rozczarowanie jest leitmotivem twórczości Konwickiego. W „Dziurze w niebie” i „Kronice wypadków miłosnych” spotykamy się z rozczarowaniem związanym z inicjacją, z dorastaniem bohaterów, wkraczaniem w okrutne, dorosłe życie. Wczesne filmy Konwickiego również opierają się na dialektyce marzeń i rozczarowań: „Ostatni dzień lata” (1958) i „Zaduszki” (1961) obrazują tracenie złudzeń co do umiejętności kochania, zdolności do poświęceń, możliwości bycia ze sobą po wielkiej wojnie.25Ważna w tym kontekście jest też postać Cecylii z „Salta” (1965), która żyje marzeniem, jakie nigdy się nie spełni — z okna swojego domu, dzień w dzień wypatruje przysłowiowego księcia z bajki. Znamienne, że Cecylię i główną bohaterkę „Ostatniego dnia lata” gra u Konwickiego ta sama aktorka — Irena Laskowska. Obie postaci to współczesne wcielenia mitycznej Penelopy. Komplementarną wobec obydwu pań jest postać Reginy z „Sennika współczesnego” (1963).

Istotne w kontekście powtarzalności motywów jest także niedookreślone przestrzennie i nienazwane w żaden sposób miasteczko, w którym osadzona została akcja „Matury” (film kręcony był w Czerwińsku nad Wisłą, lecz informacja o miejscu dziania się nie pada w filmie ani razu). Zważmy na „Salto”, film Konwickiego powstały w tym samym roku, co „Matura”, notabene, także traktowany jak komedia, choć komedią wcale nie jest. Tam oto główny bohater Kowalski-Malinowski, grany przez Zbigniewa Cybulskiego, przybywa do małego miasteczka istniejącego (?) poza czasem i realną przestrzenią — czyli generalnie: poza rzeczywistością (a więc, czy istniejącego tak naprawdę?). Takie „magiczne” właściwości posiada w twórczości Konwickiego (podobnie było przecież w przypadku „Zaduszek”) prowincja, która równa się tu wręcz mitycznej Arkadii. A zauważmy, że: opowieść mityczna sytuuje się poza Historią, w jej obrębie czas fizykalny zostaje raz na zawsze „unieruchomiony” — mit przekształca każde „wczoraj” i każde „jutro” w wieczne „teraz”.26W oszalałym, zadyszanym i nerwowym świecie miejsca takie są jedyną enklawą spokoju, bezpieczeństwa, wartości kontemplacyjnych.27 Przyjęło się mówić, iż: serię filmów pokazujących senną atmosferę miasteczek odległej prowincji28 otworzył właśnie Konwicki „Zaduszkami”. Zaznaczmy jeszcze, że odrealnieniem czasowo-przestrzennym odznaczał się również jego debiut reżyserski — „Ostatni dzień lata”.

Tak zatem widzimy, że stanowiąca glosę do twórczości Konwickiego „Matura”, nie wprowadza doń w zasadzie niczego nowego. Jest jedynie kolejnym dowodem na żelazną konsekwencję Konwickiego, za którą tak bardzo go szanujemy. Pojawiają się tu ci sami, co zawsze bohaterowie, którym na przestrzeni lat zmieniają się tylko imiona. Powracają te same motywy. Całe szczęście jednak, że film został w końcu wyemitowany w polskiej telewizji, bo to po prostu, mówiąc kolokwialnie, kawał dobrej roboty, z niekonwencjonalnymi zdjęciami Kurta Webera, od którego Konwicki dostał legendarne pióro Watermana, którym napisał wszystkie swoje powieści, z muzyką zmarłego w tym (2007) roku wybitnego kompozytora muzyki Andrzeja Kurylewicza i ze scenografią Jarosława Świtoniaka („Nikt nie woła”, „Zaduszki”, „Weekendy”, „Salto”) i Leonarda Mokicza („Kanał”, „Pożegnania”, „Pasażerka”, „Prawo i pięść”, „Rękopis znaleziony w Saragossie”). Wszystko to świadczy o kunszcie wykonania filmu i o jego niepodważalnej wartości artystycznej.

© 2007 Emilia Walczak

Bibliografia

  • J. Fuksiewicz, Tadeusz Konwicki, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1967.
  • B. Giza, Między literaturą a filmem. O scenariuszach filmowych Tadeusza Konwickiego, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2007.
  • K. Jakubowska-Krawczyk, Dorastanie na pograniczu. Wielokulturowość w „Kronice wypadków miłosnych” Tadeusza Konwickiego, [w:] Nikt nie chciał być młodym, Wydawnictwo Pierwsze, Żabia Wola 2006.
  • T. Konwicki, Dziura w niebie, „Iskry”, Warszawa 1965.
  • T. Konwicki, Kalendarz i klepsydra, „Czytelnik”, Warszawa 2005.
  • T. Konwicki, Kronika wypadków miłosnych, „Czytelnik”, Warszawa 1991.
  • T. Konwicki, Mała apokalipsa, Wydawnictwa „Alfa”, Warszawa 1989.
  • T. Konwicki, Nowy Świat i okolice [z rysunkami autora], „Czytelnik”, Warszawa 1990.
  • T. Konwicki, Rojsty, „Czytelnik”, Warszawa 1956.
  • T. Konwicki, Sennik współczesny, „Iskry”, Warszawa 1985.
  • T. Konwicki, Zorze wieczorne, Wydawnictwa „Alfa”, Warszawa 1991.
  • N. Korczarowska, Ocalić przeszłość od nieznaczenia. Dolina Issy Tadeusza Konwickiego, „Kwartalnik filmowy”, 1999, nr 26-27.
  • B. Mruklik, Matura, „Ekran”, 1965, nr 26.
  • St. Nowicki, Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim, Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1990.
  • E. Smoleń-Wasilewska, Matura, „Film”, 1965, nr 22.
  • Pamiętam, że było gorąco, rozmowy przeprowadzili K. Bielas i J. Szczerba, „Znak”, Kraków 2001.
  • Rozmowy o filmie. Tadeusz Konwicki, rozmawiała B. Mruklik, „Ekran”, 1964, nr 47.

1 Nowelę niemiecką wyreżyserował zmarły w lutym tego (2007) roku Egon Monk, francuską — Georges Franju. Ideę całego przedsięwzięcia podsunął Claus Hubalek, reżyser m.in. telewizyjnego filmu „My” („Wir”) z 1981 r., na podstawie głośnej książki Eugeniusza Zamiatina pod tym samym tytułem.

2 B. Mruklik, Matura, „Ekran”, 1965, nr 26, s. 8.

3 Znany również pod nazwą Zespół Filmowy „57”, działał w latach 1957-1968, wyprodukował wiele filmów Wojciecha J. Hasa, Andrzeja Munka, Witolda Lesiewicza, czy Jerzego Stefana Stawińskiego.

4 B. Mruklik, dz. cyt., s. 9.

5 W wersji nieocenzurowanej książka ukazała się dopiero w 2005 roku, nakładem wydawnictwa „Czytelnik”.

6 K. Jakubowska-Krawczyk, Dorastanie na pograniczu. Wielokulturowość w „Kronice wypadków miłosnych” Tadeusza Konwickiego, [w:] Nikt nie chciał być młodym, Wydawnictwo Pierwsze, Żabia Wola 2006, s. 7.

7 Tamże, s. 15.

8 Tamże, s. 14.

9 St. Nowicki [St. Bereś], Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim, Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1990, s. 157.

10 Zob. Pamiętam, że było gorąco, rozmowy przeprowadzili K. Bielas i J. Szczerba, „Znak”, Kraków 2001, ss. 95-96.

11 Podobnie często pojawia się w filmach Konwickiego Andrzej Łapicki (Pietuch w „Salcie”, protagonista „Jak daleko stąd, jak blisko”, Car w Śnie Senatora w „Lawie”).

12 T. Konwicki, Mała apokalipsa, Wydawnictwa „Alfa”, Warszawa 1989, s. 164.

13 T. Konwicki, Zorze wieczorne, Wydawnictwa „Alfa”, Warszawa 1991, s. 29.

14 Tamże, s. 184.

15 Tamże, s. 30.

16 Pamiętam, że było gorąco, dz. cyt., s. 96.

17 B. Mruklik, dz. cyt., ss. 8-9.

18 B. Giza, Między literaturą a filmem. O scenariuszach filmowych Tadeusza Konwickiego, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2007, s. 143.

19 B. Mruklik, dz. cyt., s. 9.

20 E. Smoleń-Wasilewska, Matura, „Film”, 1965, nr 22, s. 11.

21 B. Mruklik, dz. cyt., s. 8.

22 B. Giza, dz. cyt., s. 142.

23 E. Smoleń-Wasilewska, dz. cyt.

24 Podobna sytuacja, jak w antyheroicznej Eroice (1958) Andrzeja Munka.

25 Ta nieumiejętność stanowi pewien punkt styczności z filmami Michelangelo Antonioniego, takimi jak „Kronika pewnej miłości”, „Przygoda”, „Noc”, „Zaćmienie”, „Czerwona pustynia” — choć to oczywiście daleko idące porównanie, bo tam nieumiejętność budowania trwałych związków wynikała z transformacji obyczajowej, sekularyzacji Włoch i galopującego rozwoju współczesnej cywilizacji. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że Konwicki czasem powoływał się na Antonioniego [zob. Rozmowy o filmie. Tadeusz Konwicki, rozmawiała B. Mruklik, „Ekran”, 1964, nr 47, s. 7].

26 N. Korczarowska, Ocalić przeszłość od nieznaczenia. „Dolina Issy” Tadeusza Konwickiego, „Kwartalnik filmowy”, 1999, nr 26-27, s. 264.

27 J. Fuksiewicz, Tadeusz Konwicki, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1967, s. 45.

28 St. Nowicki, dz. cyt., s. 136.

konwicki.art.pl > Interpretacje > Dialektyka marzeń i rozczarowań

z Google

© 2006-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracowała Emilia Walczak, Zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS